Wiosna, drodzy konsumenci! Fakt ten w zasadzie nie jest niczym specjalnie doniosłym – co roku się to w końcu zdarza – niemniej przyjęte jest, żeby traktować to jako pretekst do cieszenia się, radowania, świętowania. W dobrym tonie jest też doszukiwanie się symboli – odrodzenie życia, nowy początek, te sprawy. Nawet będzie odpowiednie, równie symboliczne święto: wiosenne przesilenie, rzekoma rocznica nieskutecznego zabicia Boga Juniora, a więc zmartwychwstanie, malowanie jajek, bo jajko to symbol odrodzenia, jak ryba, więc w górę serca, bo serca radośniej biją w piersi, bo ryby siną barwą na piersiach kłute, bo… momencik, musze wziąć tabletkę...
Jak wiosna, to i rzodkiewki, rzecz jasna. Kolejka do warzywniaka nie jest zbyt długa. Kolejny nowy pracownik, zapewne nielegalny imigrant (żeby uniknąć płacenia składek), z wyniosłą miną, łaskawie i od niechcenia podaje towar jedną ręka, bo drugą ma zaplątaną w powłóczystą, beduińską szatę (bo wiosna jest nie tylko u nas – w innych rejonach zwiastują ją nisko przelatujące F-15, ale co się dziwić – jutrzenkę wolności także trzeba przynosić i zasiewać, jak ziarno, zwłaszcza gdy lud cierpi pod jarzmem dyktatury, a złoża ropy naftowej piszczą w niewoli nacjonalizacji; temu wszystkiemu można zaradzić – wolność i Shell, a potem już tylko błogie wylegiwanie się w słońcu i obserwowanie, jak lud się rozpuszcza w Coca-coli. Lód miało być…) Trzy miłe, uzbrojone panie w mundurach polowych stoją za nim i bacznie przyglądają się każdemu klientowi… Oj, jak to pani Izka, właścicielka warzywniaka zobaczy, to nowy wyleci na bruk – co to za sprowadzania panienek do pracy!
Tylko najpierw ten bruk muszą położyć – ale prace trwają, to znaczy zaraz zaczną trwać, bo na razie obok warzywniaka jest trochę rozkopanej ziemi, prowizoryczne ogrodzenie z palików i biało-czerownej taśmy, taczka i dwie palety z kostką brukową, jeszcze zafoliowaną. Obok małe, typowo poranne zgromadznie: dużo butelek z piwem i grupka ich wiernych niewolników – trzech z nich w ubraniach roboczych, to oni zapewne będą przygotowywać bruk do wywalania na niego złych pracowników. Jest też dwóch emerytów, każdy z przepisowym pieskiem przywiązanym za smycz do stojaka na rowery i zapomnianym na chwilę – dla nich jutrzenka swobody na razie nie nadchodzi, trudno; nie niepokojone przez nikogo, po obwąchaniu sobie tyłków, zajęły się obszczekiwaniem rzeczywistości.
– Tylko nam tu arabusów brakowało – zauważył jeden z młodzieńców w ubraniu roboczym. – Zabiorą nam pracę i zagonią do meczetów, zobaczycie!
– A najpierw sami im będziemy musieli te meczety wybudować! – dodał jeden z emerytów, żeby nie wyjść na nierasistę, co nie byłoby w dobrym tonie.
– Za psie pieniądze – dodał drugi młodzieniec, siorbiąc piwo, bo był bardzo wczorajszy, wiecie, parę piw się wieczorem zrobiło, he he.
- I bez świadczeń socjalnych! – wtrącił drugi emeryt, ale widząc pioruny spojrzeń, poprawił się zaraz: – Pracowniczych, rzecz jasna, chciałem powiedzieć.
– Tak… – w sukurs przyszedł pierwszy. – Wszystko nam ci komuniści zabrali.
Ot, piękny, wiosenny poranek. Bezgłośnie zawołałem mojego nieistniejącego pieska (który nie był uwiązany, więc mógł przybiec, radośnie merdając ogonkiem) i oddaliłem się, z początku wolnym, później – kiedy narstający, na razie odległy, głuchy pomruk skojarzył mi się ze słyszaną w radio informacją, że Międzykorporacyjne Służby Specjalne namierzyły miejsce ukrywania się libijskiego dyktatora – nieco szybszym krokiem. Ptaszki radośnie ćwierkając pospiesznie zabrały się za kopanie sobie kryjówek w ziemi. Pięknie jest, gdy wszystko wokół rozkwita, odradza się, te sprawy…
Czego i Wam, rzecz jasna, szczerze i wiosennie życzę!
(A)


2 Komentarze
Lepiej się cieszyć na zapas, bo kiedyś jesień wygra z wiosną.
„Wiosna – cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna – znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna w koło, rozkwitły bzy. ”