Album „Nie zdarza się” (2009)

okładka "Nie zdarza się"

POD LATARNIAMI

Gdy losy się składają
Z czasem na stanie pod latarnią
Źle widać oficjalną
Pamięć, tożsamość i moralność

Ciemność
Jest pod latarniami
 Mamy tu proch marny
I dziewczynki z zapałkami
Jeśli odnajdziemy suchy lont…

 Stąd się raczej nie wychodzi
Niewielu tu przybywa chętnie
Nie świecą tu reklamy
Słabo działa hipokryzja
Mętnie brzmią praworządne slogany
Gdy losy się składają
Z czasem na stanie pod latarnią…

 Ciemność
Jest pod latarniami
Mamy tu proch marny
I dziewczynki z zapałkami
Jeśli odnajdziemy suchy lont
To z pewnością hucznie ogłosimy to
Dla tych, którzy rządzą nami
Brzydzą się gejami i całują z biskupami
Warto robić takie show…

OD ZMIERZCHU DO ŚWITU 

Gdy wypuści ich fabryka
Kiedy biuro wolne da
Albo kiedy szkoła nic im już nie zada
Miasto przed nimi
 I już na bank
Będą wydawać
Się tak szczęśliwi
Jak w swoich snach

 Nekrologi ich pieniędzy
Przez tysiące kas fiskalnych
Jak brukowce drukowane
 W błocie nad ranem
Utopią się

Od zmierzchu
Do świtu
Iluzje szczęścia
I dobrobytu
  Od zmierzchu
 Do świtu
I jeszcze raz

 Gęba tępa konsumenta
Handlowe centra
Puby i spa
Piana szampana
Zysków owoce
I kwiaty zła
Jak made in China
Firmowe, nowe
Raje dla mas

 Nekrologi ich pieniędzy
Zmartwychwstałych
Na korporacyjnych kontach na Kajmanach

Gdy podetną sobie żyły
Niewidzialne rynku ręce
Gdy mydlana bańka pęknie
Olśnienie spłynie
Co w sobie miał
Co komu dał
Ile był wart
 Ten domek z kredytowych kart

Od zmierzchu do świtu
I w ciągu dnia
Po wyjściu z fabryk, biur, banków, klas
By zło tu miało radość przesytu
Iluzje szczęścia
I dobro by tu

RESZTEK RACJI 

Bajecznie zmienia się świat
Niestety, w kwestii opakowań
Niewiele dzieje się zaś
W dziedzinie treści, poglądów, zachowań 

(z piwnicy czarownicy zwłok palonych swąd
żaliłem się cieciowi, ale to też ksiądz)

Brzydkie wygląda jak przepiękne
Głupie brzmi tak inteligentnie
Objaśnia masom świat
Masy hołdują debilnym fobiom
I chyba dobrze im tak 

Upatruję resztek racji
W popełnianiu profanacji
By przez chwilę choć nadzieję mieć
Że efektem tych wyczynów
Będzie zmierzch ery kretynów
Choć rzecz jasna to nie zdarza się!

 

BRUDNY I ZŁY

Zjada rano chleb powszedni
Brudny i zły
W dzień podobny do poprzednich
Brudny i zły
Myje twarz przed lustrem krzywi
Daremny trud
Pani psyche i pan fizys
To zło i brud 

Zjada po to, by wydalać
Brudny i zły
Jak za oknem pies sąsiada
Brudny i zły
Klęczy, by wyżebrać przyszłość
I wiecznie żyć
Gdy nadejdzie Jezus Chrystus
Brudny i zły

Tym bardziej ja
Tym bardziej Ty
Tym bardziej ja
Tym bardziej Ty

Maską kremu, pudru, szminki
Przykrywa twarz
Wkłada bluzki, halki, szpilki
Brudna i zła
Chce wieczorem pić szampana
Chce iść na bal
Tańczyć do białego rana
Brudna i zła

Kiedy rano spojrzy w lustro
Szarego dnia
Co w oparach fizjologii
Wyjrzy na świat?
Nie subtelna nimfa słodka
Nie femme fatale
Lecz ciężarna matka polka
Brudna i zła

Tym bardziej Ty
Tym bardziej ja
Tym bardziej Ty
Tym bardziej ja!! 

Brudny i zły!
Brudna i zła!

 

GALA DLA ŻĄDNYCH KRWI

Najlepsze miny
Pułapki
Do złej gry

Dobrze przygotowana
Gala dla żądnych krwi

Pilot z wrażenia na podłogę spadnie z dłoni
Bez spadochronu, gdy orędzie będzie, że
Biskup ma flaszkę
Prezydent chętkę
Generał zalać się na śmierć

Dokładne miejsce
Wujek ustali nam
Sam

Telewizor włącza się
Choć próbujesz zamknąć oczy
Choć próbujesz zapaść w sen
Tego nie da się przeoczyć

Już po dwóch flaszkach
Biskup święci czołgi lepią
Dla prezydenta, co medale dawać ma
Tym, co zalanych
W trupa przywiozą nam

Obywatelu generale!
Wielki medialny sukces
Warto było pić!
Najlepsze miny
Pułapki
Do złej gry

Kolejną cześć tej gali
Wujek ustali nam
Sam

Telewizor włącza się
Choć próbujesz zamknąć oczy
Choć próbujesz zapaść w sen
Tego nie da się przeoczyć

 Telewizor włącza się
Choć próbujesz zamknąć oczy
Choć próbujesz zapaść w sen
Tego nie da
Tego nie da się…

ZMIANA 

Gdy jesień w końcu wygra z wiosną
W alejce parku smutny pan
Ze smutną panią w deszczu mokną
Żałując zaniechanych zmian

Potrzebna zmiana
Twojego ja
Mojego ty
I waszych nas
Potrzebna zmiana
A nawet sto
Prawo i lewo
Dobro i zło

Potrzebny zamach
Na status quo
Na myśli szare
Na czarne tło
Potrzebna zmiana
Pewnie, że tak
Potrzebny zamach
Na cały świat

Gdy jesień w końcu wygra z wiosną
W alejce parku smutny pan
Ze smutną panią w deszczu mokną
Żałując zaniechanych zmian

Kwestią dobrego wychowania
Zostaje, czy mam śmiać się, gdy
Opowiadają mi o zmianach
Nie zmieniając nic

Gdy jesień w końcu wygra z wiosną
W alejce parku smutny pan
Ze smutną panią w deszczu mokną
Żałując zaniechanych zmian

 

PIELGRZYM 

Człowieku patrz: twój idol
Już po schodach z samolotu
Schodzi godnie
Aby beton ucałować
On kocha beton, beton jego
Swoim królem zrobić gotów
Papamobile warczy:
„Boże prowadź!”
Boże prowadź!
Ojcze prowadź!
Boże prowadź nas do nieba
Bowiem mówią, że tak trzeba
Boże prowadź!
Ojcze prowadź!

Kim jest
Ten człowiek w białej szacie
Co znów
Przyleciał tu?
I za co
W końcu go kochacie?
Czy on
To właśnie Bóg?
Czy on
To właśnie Bóg?

 Potok kwiecistych złotych myśli
Uszy wiernych zaczerwienia
Od dziś holocaust i aborcja
To to samo
„Tyle tu dusz do nawrócenia
I kieszeni do dojenia!”
Myśli święty kasjer Watykanu

Kim jest
Ten człowiek w białej szacie
Co znów
Przyleciał tu?
I za co
W końcu go kochacie?
Czy on
To właśnie Bóg?
Czy on
To właśnie Bóg?

 

ŚWIĘTY OD ZARAZ 

Powstają z bagien
Potocznych słów
Gnijącej ściółki myśli
Formują tłum

 Przesłaniacz ideowy im przesłanie dał
„Ducha nie gaście i podpalcie kilka ciał!”
Nie wiem, czy samosądy ich ogarną mnie
Deptają mi poglądy
Nie tak miał wyglądać ten
Dwudziesty pierwszy wiek

Kwestią dobrego wychowania
Zostaje, czy mam śmiać się, gdy
Pochodni blask odbity w glanach
„Płomień przy twarzy
Musisz być

Święty od zaraz
Święty od zaraz
Mało się starasz!”

Wygląda groźnie
Ten zwarty tłum
Flagi, pochodnie
Głośne skandowanie bzdur

Wiem, że jeżeli im ustąpię choć na cal
Na cel, na stos mnie wezmą i powiedzą ‘pal!’
Czuciem i wiarą jednak mierzą zbyt wysoko
Po mojej stronie jeszcze są
Swobodny śmiech
Szkiełko i oko 

Nie mogą przejść, nie mogą przejść!
I pal ich sześc, i sześć, i sześć!
Tym bardziej, że kwestią dobrego wychowania
Zostaje czy oświecać ich
Czy też przeganiać w dym

Oświecenie się przydaje
W czasach ciemnych tak jak dziś
Zaśmiecone piedestały
Nie przydają chwały im

Świećmy od zaraz
Zaświećmy im
Świećmy od zaraz
Zaświećmy im

 

NIE ZDARZA SIĘ

Gdy jutro ściemnia się dokoła
I finał dobrze znasz
Lepiej nie myśleć nic
Lepiej posłuchać bajek
O dobrym zakończeniu
Karze dla ludzi złych
Zbawieniu i tak dalej 

To zdarza się tak rzadko
Że aż nie zdarza się

Opowiem jedną ci, nim zaśniesz
O tym, że warto chcieć
Pokonać wszystko, co
Przyziemne, głupie, marne
Że uda się ta gra
Pion na a8H!
I diabli biorą czarne 

To zdarza się tak rzadko
Że aż nie zdarza się
Zbyt dobrze wiem, co zdarza się
Nierzadko
Jak czarne myśli dręczą złe
Z boku na bok, aż w końcu sen
Otula cię porażką 

Po osi czasu prosto zmierzasz
Na końcu ciemny dół
Lub rozsypany proch
I kaucji zwrot za urnę
Czy równoważą to
Dom, żona, dzieci, mąż
I wszyscy inni durnie? 

To zdarza się tak rzadko
Że aż nie zdarza się 

Gdy nikt nie patrzy, zwłaszcza z rana
W obrębie lustra pusty żal
Tęsknota jakaś nienazwana
Brakuje bajek, czy odwagi, by dokonać zmian?

To zdarza się tak rzadko
Że aż nie zdarza się
Zbyt dobrze wiem, co zdarza się
Nierzadko
Jak czarne myśli dręczą złe
Z boku na bok, aż w końcu sen
Otula cię porażką

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany i nie będzie rozpowszechniany. Wymagane pola są oznaczone *

*
*

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>