
ŚWIATOWĄTPLIWOŚCI
Na czasie nie byłem, nie chciałem raczej znać
Nowoczesności różnej maści
Od wczoraj na siłę uszczęśliwiają mnie
Ci wszyscy światoentuzjaści
Mówili: „Zapłać grosze dwa i wybierz sieć
A z całym światem będziesz gadał”
Zrobiłem to co chcieli, czemu więc
Świat ciągle mi nie odpowiada?
Mikroczipowe mają miny
Na konta leją swoją wiedzą
No i kochają ich kobiety, bo niestety lepiej osiągają orgazm
Kiedy drożej jedzą
Obwożą tyłki w nowych brykach
To nazywamy sensem życia
Na czasie nie byłem, lecz obserwuję świat
Mam na ten temat wiele mdłości
Gdy wytaczają fakt, ja odpowiadam „FUCK!”
Co oznacza, że mam pewne
Zasadnicze światowątpliwości
Światowątpliwości
Mój sceptycyzm nie jest zdrowy, pewnie macie rację
Obraża, odraża, no i trochę kaszle
A przecież to w zasadzie miło
Że swój entuzjazm dać mi chcą
Mikroczipową światomiłość
Wieści z sieci i wyciągi z kont
Tak chciałem przezwyciężyć mdłości
Cholerne światowątpliwości
Czy się udało?
Ależ skąd!
ŻADNYCH PAŁ
Oto nowy serial dla kompletnych imbecyli
Zebrał lepsze noty niż poprzedni, dla kretynów
I przybywa ludzi, którzy właśnie uwierzyli
Że dla śmiechu przed ekranem, dla promocji i festynów warto żyć
Dla duszy też coś czasem skapnie
Podobno znów przyleciał papież
Błogosławiony bądź gatunku o małym sercu i rozumku
W przykościelnych salkach, na siłowniach, w domach mody
W telewizji „PULS” i na szpaltach modnych pism
Ktoś buduje schody, bo skończyły się już żarty
Filozofie poszły w czarty, a humanizm bierze w pysk
Wszystko usprawiedliwiane wysokimi wartościami
Chociaż świnie mylą je z truflami
A będą znów szansę mieć więcej żreć
Może tylko którąś nocą
Ktoś obudzi nagle się
Z dziwną chęcią, by zawołać głośno
Dookoła walka, ale kogo to obchodzi?
Nawet młodym nic nie szkodzi, że przegrali godność swą
System sto, my zero – jaka prosta jest ta gra!
To najśmielszą myśl przechodzi, ile zalet to-to ma
Tyle zalet to-to ma, ta walka daje same zyski
A przede wszystkim
Nie potrzeba ani czołgów, ani pał
Nie potrzeba ani czołgów, ani pał
Kto chciałby się przeciwstawiać?
Dzisiaj ludzie są jak owce
Prócz dojenia i strzyżenia nie zgłaszają żadnych potrzeb
Nie zgłaszają żadnych potrzeb, nie potrzeba żadnych pał
WRZESIEŃ
Kiedy życie daje szkołę
Pozostaje tylko brać
Odrabiamy lekcje swoje, chociaż czasy niewesołe
Nauczyciel ma prawicę, ciężko będzie zdać
Odmówili nam promocji, powtarzamy wiek
Ponoszą nas emocje, rodzi się gniew
Gdy prymusom biją brawa
Nasze myśli są jak lawa, z wierzchu twarda i plugawa
Stary woźny z siwą brodą
Macha ręką, woła nas
Wakacje się skończyły
Czas wracać do klas
Na pociechę mamy bary, mają pomóc żyć
Gdy dołączą do nich kady, nie pomoże nic
Nasze myśli są jak lawa
Nas nie bawi ich zabawa, kto tam znowu krzyczy „prawa!”?
Stary woźny z siwą brodą
Macha ręką, woła nas
Wakacje się skończyły
Czas wracać do klas
Wypraliśmy szkolny sztandar
Odmieniony wrócił z pralki
Sprał się cały biały pas
Czas obstawiać walki
Runął mit końca historii
Trzeba ją przerabiać znów
A nam z nie-prawego łoża nakazała wola boża
Koło puścić w ruch
Stary woźny z siwą brodą
Macha ręką, woła nas
Wakacje się skończyły
Czas wracać do klas
Wypraliśmy szkolny sztandar
Odmieniony wrócił z pralki
Sprał się cały biały pas
Czas obstawiać walki
Klas
MAJĄC RACZEJ GDZIEŚ
Nawet lepiej, że jesteśmy tacy mali
I bezpieczniej to i prościej
Być kurduplem z wysokimi ambicjami
A nie koszykarzem z lękiem wysokości
Więc palimy faję, mając raczej gdzieś
To, że to co kochamy z rąk nam leci
Wybuch bomby atomowej jasno udowodnił, że
Nie wszystko złoto, co się świeci
Wiemy już, jak powiedzieć NIE
Wiemy, że buntujemy się
Chociaż ciężko przejść nam przez ulicę
Umieć raczej już nie chcemy nic
W końcu po co urealniać sny
Kiedy pięknie tak po prostu krzyczeć
Raczej nigdy nie skończymy myśleć
Nie skończymy starać się rozumieć
Koniec rzadko występuje przed początkiem
A poglądy, chociaż żadne,mamy wspólne
Więc palimy faję, mając raczej gdzieś
Że w zupełnie innej bajce mieszka to, co ważne
Cieszy pewność, że nie zacznie nikt
Prześladować nas za wyobraźnię
Wiemy już, jak powiedzieć NIE
Wiemy, że buntujemy się
Chociaż ciężko przejść nam przez ulicę
Umieć raczej już nie chcemy nic
W końcu po co urealniać sny
Kiedy pięknie tak po prostu krzyczeć
Na rynku na ławce widziałem
Dziewczynę jak z bajki
Na znaczek z napisem „not dead”
Ściekała ślina z jej warg
Trzy butelki, dwaj kolesie, jeden bełkot i dym z fajki
Uciekłem, by ukryć się, zanim ulepszą ten świat
Więc palimy faję, mając raczej gdzieś
To, że to co kochamy z rąk nam leci
Wybuch bomby atomowej jasno udowodnił, że
Nie wszystko złoto, co się świeci
Wiemy już, jak powiedzieć NIE
Wiemy, że buntujemy się
Chociaż ciężko przejść nam przez ulicę
Umieć raczej już nie chcemy nic
W końcu po co urealniać sny
Kiedy pięknie tak po prostu krzyczeć

