NIEWIELE WIĘCEJ
No i co ja widzę, gdy otwieram świat?
Jaki się maluje obraz?
I co głoszą buntownicy z dawnych lat -
Konsumpcyjne dobra-dobra
Tak podobno miało być
Po to warto było
Do Wyborczej był dodany Faulkner
Lyncha dodali do Gali
Ludzie to kupili, oczywista rzecz
Bo przecież nie odebrali
Jak morderca zdusił czas
Dzikość serca, Wściekłość i wrzask!!
Oczekiwałem nieco innych zmian
Po upływie lat dwudziestu
Niewiele więcej mam
Niewiele więcej wiem
Niewiele więcej mogę dać
Niewiele więcej chcę
Młodzi wiedzą, jak na luzach czaić świat
Kumać Alfę i Omegę
IQ jeden z drugim ma 102
A punk 77
Starzy w ekran gapią się
Ideały mając
Co tam ideały, gdy wypręża zad
Wirtualna goła baba
Na jej widok z zakurzonych ślinią się
Joyce, Wojtyła, Miłosz, Hrabal
Jak morderca zdusił czas
Dzikość serca, Wściekłość i wrzask
Oczekiwałem nieco innych zmian
Po upływie lat dwudziestu
Niewiele więcej mam
Niewiele więcej wiem
Niewiele więcej mogę dać
Niewiele więcej chcę
Niewiele więcej mam niż kiedyś głupich złudzeń
Nie wiem, czy jakikolwiek dialog ma tu jeszcze sens
Każdy z was na własną prośbę staje się klientem
W wirtualnym pawulonie szczęścia zatrzaśniętym
Niewiele więcej chcę
ZNAK
Jasnowidz z białą laską, z nieba znakiem
Pała zapałem, modli za mnie się za dwóch
Ale ja jestem komunistą i pijakiem
Tak czy inaczej, z każdej strony to daremny trud
Jasnowidz mówi ładnie: Wiara nie umiera!
Na słup w ekstazie wpadnie – patrz uważnie
Teraz! Teraz! Teraz!
ZNAK!
Nareszcie go dojrzałeś!
Czerwono-białe „T” na tle niebieskim…
Że świat jest tylko żartem kiepskim
Nawet jasnowidz dojrzeć musi
Zbawienie duszy? Życie wieczne?
To wszystko to jest posag Lusi!
Już lepsze wyniki da wiara w Myszkę Miki
Co nie robiła z mózgu wina
Gdy wierzysz w te znaki, w te gorejące krzaki
Nadstaw drugie World Trade Center i wytrzymaj!
ZNAK!
Nareszcie go dojrzałeś!
Czerwono-białe „T” na tle niebieskim
Być może więc za bardzo zaufałeś
Widziałeś jasnowidzów, tam gdzie są sami
Sami ślepcy
(A może lepiej także zamknąć lub zasłonić sobie oczy?)
Zanim zamieni białą laskę na karabin
Nim brailem mu napiszą kogo, gdzie i jak
Nim krzykną: Zabij – pijak! Komunista – zabij!
Być może sam uderzę głową w jakiś znak…
I od dzisiaj także ja, gdyby jacyś się pytali
Będę wierzył, że się sprawy dobrze mają
Nawet jeśli stan wyraźnie kryzysowy (nie są tym, czym się wydają…)
Grajmy Panu na harfie, grajmy Panu na cytrze, zaśpiewajmy psalm!
Grajmy Panu na harfie, grajmy Panu na cytrze, zaśpiewajmy psalm!
Grajmy Panu na harfie, grajmy Panu na cytrze, zaśpiewajmy psalm!
(w podzięce za znaki: Somalię, Bośnię, Katyń, Auschwitz Birkenau…)
ZNAK!
Nareszcie go….
AUTOPILOT
Wybierzesz słusznie, tak jak każdy, ciepło kapci
Rodzinny plusz, kłótliwość kwestii zarobkowych
Wieczorny głębszy łyk, poranne dylematy w pracy
Wybierzesz coś od bólu głowy
Wybierzesz słusznie, tak jak każdy, coś z Polsatu
Poglądy instant – zalać wrzątkiem i gotowe
Wczasy na plaży i powrót do pustych dni
Prorocze zdjęcia: wszyscy w piachu
Wybierzesz coś od bólu głowy
Twój autopilot dobrze wie
Co by się działo, gdyby działać nagle przestał
Że przecież w twojej mocy jest
Morze Czerwone przejść
Albo zejść z gór Sierra Maestra
Jeżeli dość miał będziesz kapci
Zechcesz ubliżać światu, życiu, systemowi
To uspokoją cię metafizyki wszelkiej maści
Na przykład tej od bólu krzyża
Zażyłem osiemdziesiąt cztery aspiryny!
Lecz coraz trudniej znaleźć kapcie!
Wybierać Polsat coraz trudniej jest…
Wybiorę coś z szuflady w kuchni…
Mój autopilot zepsuł się
Coś okropnego, chyba działać całkiem przestał
Hej! Przyjaciele! Który wie
Morze Czerwone gdzie?
Którędy na Sierra Maestra?
…
TRZY SŁOWA (Upadek Systemów Wartości)
Podaj mi, daj mi, daj mi rękę!
Polećmy razem, nadszedł czas
Gdy czasy każą nam opuścić gmach
Dziewiąte piętro – jeszcze nie jest źle
Spójrz, telewizor z nami spada
Ósme i siódme – czemu martwisz się?
Przyjemnie wiatr twarz smaga
Rachunki się zapłacą
Kiedy zaczniemy znów
Nadużywać trzech słów:
Dlaczego, za co?!
Za błędy, błędy, błędy, błędy
Nie wypijemy raczej już
Tym bardziej, że spadamy głową w dół
Szóste i piąte – jeszcze nie jest źle
Choć właśnie wypadł mi telefon
Trochę się martwię, że uszkodzi się
Kiedy uderzy w beton
Rachunki się zapłacą
Nim przytuli nas bruk
Jeśli zaczniemy znów
Nadużywać trzech słów:
Dlaczego, za co?!
A szmaty, kurwy i przybłędy
Palcami wytykają nas
Krzyczą do góry, że najwyższy czas
Czwarte i trzecie – niepokoję się
Spójrz, twarze w dole coraz większe!
Drugie i pierwsze – mocno przytul mnie!
A tłum nam robi miejsce…
Rachunki się zapłacą
Gdy rozstąpi się tłum
I nie uda się już
Wypowiedzieć trzech słów:
Dlaczego, za co?!
WIERZE
Wyglądał jakby bogaty był
Nadskakiwali mu ze wszystkich sił
Wyglądał jakby bogaty był
Niechętnie się uśmiechał, nikt nie wie skąd przyjechał
Lecz w końcu klient panem, zapłaci, to dostanie
Minę miał
Jak nosorożec
Lub jeszcze
Gorzej
Że miał już przy sobie najnowsze technologie
Ci, którzy je sprzedali, najgłośniej doradzali:
Niech pan unika tego guzika!
Niech pan wyłączy wszystko, jeśli zacznie tykać!
Niech pan unika tego guzika!
Lepiej go nie dotykać!
Radzili szczerze w dobrej wierze
A on
Szczerzył się w wierze raczej złej
A gdzie dwa rąbią, trzeci korzysta
Gdy przemoc ogniem płonie, tonie w zyskach
Ten co korzysta, gdy rąbią dwa
Siedzi na wysokości, ogląda wiadomości
Na szczytach finansjery cynizm zupełnie szczery
Miejsce ma
Niezagrożone
Bankierze, pluń na zyski
Bo pokój przede wszystkim!
Radzili szczerze w dobrej wierze
A on
Szczerzył się w wierze raczej złej
Na hipokryzji, na paranoi
Jak na Atlasie świat potęgą stoi
Na hipokryzji, na paranoi
Gdy sektor zbrojeniowy zamówień żąda nowych
A tłum ogląda z chęcią jak księża czołgi święcą
Czuję się
Dość minorowo
Czyli
Źle
Jednak byłoby się smućić
I wiarę w kąt odrzucić
Bo choć wokoło zbrodnie
To można żyć wygodnie
Zmień nastawienie na niemyślenie!
Daj się zabawiać, potem czeka cię zbawienie!
Zmień nastawienie na niemyślenie!
Przyjemne to szalenie…
Radzili szczerze w dobrej wierze
Może ktoś na to się nabierze
Lecz ja
Szczerzę się w wierze raczej złej!
AKSOLOTL
To ewolucja
A to jej szczyt
A to już szczyty, żeby przy tym
Dumnym z bycia tutaj być!
Chciałaś jak człowiek żyć pośrodku bandy świń
Naczelny trzymał pion, chciał żebyś poszła z nim
Zachował się jak wieprz, oni tak robią zawsze
Naczelne mają rząd, a Ty płaczesz w swojej klatce
Z obawą patrzę
Czy poddasz sie
Czy kupisz szminkę, kretyńską wymalujesz minkę
Po to, by móc pozostać jedną z nich…
A ja zostanę aksolotlem
Ciężko wyśnić lepszy los
Przez szkło akwarium będę szukał Twoich oczu
Podejdziesz piękna i ponętna, lecz to ja
Swą abnegacją zauroczę Cię
No tak.
Oni powiedzą Ci, jak pełną piersią żyć
Dyskretnie biorąc nóż pochwalą Twoją duszę
Choć patrzą w Twoją twarz, widzą co niżej masz
I zwabią Cię na stół alkoholem lub Jezusem
To ewolucja
A to jej szczyt
To wielkie żarcie i szczytowanie, jak najbardziej
Poddaj się! Mów że tak, a nie że nie…
A ja zostanę aksolotlem………
Na tle nieba wyrzucona kość wiruje i nie spada
Nie dopatrzysz się Kubricka, nie doczytasz Cortazara
A jeżeli nawet spadnie, to Naczelne bardzo twarde mają czaszki
Nie powtórzy się już to, co spotkało Pawła w drodze do Damaszku…
A ja zostanę aksolotlem……..


