Karuzela

                               Niebo ściemnia się podwójnie: opuszczone właśnie przez słońce, które zniknęło za lasami, i zasnuwające się ciężkimi chmurami. A pod nim, na ziemi, obojętnie przyjmujące perspektywę nocy i burzy, chłodne, czyste, równiutko ustawione nowoczesne domki. W domkach chłodne, czyste, równiutko ustawione nowoczesne meble, telewizory, komputery i inne sprzęty. Poza tym chłodni, czyści ludzie o idealnie wysterowanych mózgach. Przy domkach garaże, a w nich błyszczące, drogie i nowoczesne, ponure samochody. Niedaleko domków nowoczesny, schludny, niezwykle funkcjonalny zespół pawilonów handlowych. Za nimi mały park o wytyczonych z zegarmistrzowską precyzją alejkach, a w jego środku, na idealnie okrągłym placyku, stoi karuzela.
                              Osiedle jest miejscem, gdzie osiedlili się wybitnie uzdolnieni ludzie, prawdziwa elita biznesmenów i ekonomistów, śmietanka, naprawdę śmietanka. I potomstwo śmietanki, równie mdło i słodko zapowiadające się bachory. Czytaj dalej »

Poświąteczne sentymentalizmy… chyba.

                                Tak oto święta minęły jak w pysk strzelił (nie będę, jako pacyfista, uściślał tego wyobrażenia sugerowaniem kto mianowicie kogo, za co i z jakim skutkiem), bóbr się narodził w otoczeniu osiołków, bydlątek i parki ssaków naczelnych, jak mówi legenda, zima się przesiliła, jak twierdzi kalendarz, i teraz będzie już tylko gorzej, jak marudził sąsiad emeryt pod warzywniakiem pod adresem sąsiadki emerytki kwitującej to zwykłymi słowami „złote słowa!”. Ale ja niewierzący jestem, więc aż tak bym nie dramatyzował. Srebrne, powiedzmy. Kończy się rok, który był w ogólnej opinii taki sobie – chociaż ci, którzy coś w tym roku wygrali, zrobili świetny interes, spełnili uczuciowe marzenia żeniąc się lub rozwodząc, popełnili przynoszące korzyści ale nie wykryte przestępstwo, a także członkowie niektórych sekt i kursanci szkoleń z zakresu pozytywnego myślenia (poza tymi, którzy oblali albo tak naprawdę się nie przygotowywali, tylko ściągali na egzaminach)… - ci wszyscy są z tego mijającego roku zadowoleni. Były straty w ludziach i w sprzęcie latającym do czasu, w ideach i w marzeniach, w gospodarce. Wzrosło jak zwykle w przyroście naturalnym w skali globalnej – planeta jest teraz tak przeludniona, jak jeszcze nigdy nie była. Mimo tego niektórzy tytani intelektu lamentują pod niebiosa, że jest zbyt mały przyrost natutalny i „nie będzie miał kto pracować na Czytaj dalej »

DERATYZERATA

                               To nasze ulubione miejsce spotkań. Gromadzimy się tutaj przynajmniej kilka razy w tygodniu, zawsze nocą. Najpierw trochę opowiadamy sobie co tam u kogo słychać w jego pracy i w ogóle, potem zwykle zabieramy się za jedzenie tego, co tam któremu udało się dziś zdobyć, żeby w końcu zasiąść w półkolu wokół wylotu Głównej Rury i zobaczyć, co nowego przyniósł dzień, żeby oddać się tej perwersyjnej rozkoszy…
                             Trochę tu śmierdzi, ale nikomu to zbytnio nie przeszkadza. Jest tutaj ciemno i słychać głuche bulgotanie mieszającej się w zbiornikach, gęstej, brunatnozielonej mazi. Wiatr przeciskający się między zardzewiałymi ażurowymi konstrukcjami ze stali i betonu wydaje czasami przeraźliwe odgłosy, trzaskają źle umocowane blachy ścian i dachu, skrzypią dźwigary podtrzymujące szyny od lat nieużywanej suwnicy, jęczy łańcuch, na końcu którego zwisa ciężki hak. Wszyscy lubimy to miejsce. Czasami nad powierzchnią bulgoczącej mazi pojawiają się ulotne, delikatne niebieskawe ogniki… A jak tu pięknie w czasie burzy!
                              Wszyscy pracujemy dla Firmy, oczywiście w działach kontroli jej poszczególnych filii. Monotonne Czytaj dalej »

Wesołych Świąt, od krwi zaś czystych rąk, życzy karp… zbaw go Boże, zbaw!

Tym cytatem z piosenki Lecha Janerki witamy serdecznie – i świątecznie, przy okazji, jako że nadchodzą święta związane z przesileniem zimowym – potencjalnych zainteresowanych na nowej, chwilowo jeszcze raczkującej stronie zespołu profanacja. Jeżeli któryś (lub któraś) z Was, drodzy potencjalni zainteresowani, wykazuje się zwykle pewną dozą zrozumienia i cierpliwości, zapraszamy do zaglądania tutaj czasami w przyszłości, nawet nieodległej (co tam będziecie tylko na te różne jutuby, plotki i inne gołe baby zaglądać) – obecnie strona jest w fazie powolnego, bowiem uzależnionego od wolnego czasu, uzupełniania, jednak, jeśli Bozia pozwoli, z czasem znajdzie się na niej coraz więcej interesujących (przynajmniej potencjalnie) rzeczy, informacji i innych tego typu zjawisk.

NOWY „PASAŻER” – #27 już dostępny!

PASAŻER # 27Największy fanzin hardcore/punk w Polsce, czyli czytadło ciągle na papierze.

Biada Wam punki! I hardkory też! Nowy Pasażer ma znowu 160 stron, znowu nie da się tego wszystkiego przeczytać nawet w tydzień i znowu są aż dwie płyty w środku – ta druga to wizytówka Alternative Tentacles tym razem.
Zawartość do czytania:

Wywiady największe to JELLO BIAFRA, którego widzicie na okładce oraz WŁOCHATY (hmmm, z tym zespołem są… trzy wywiady), plus ostatnie odcinki mega historii MINOR THREAT i STIFF LITTLE FINGERS.
Gwiazdy: BAD RELIGION, CIVET, SOCIAL DISTORTION, SUICIDAL TENDENCIES,
Tuzy naszej sceny: EL BANDA, ANTIDOTUM, 1125
Hardcore: WAIT IN VAIN, ANOTHER BREATH, STONE HEART,
Czad: KVELERTAK, PROTESTANT, GERIATRIC UNIT,
Klasyka czyli dziadki punka: ADOLESCENTS, SUBHUMANS (CA), BRZYTWA OJCA, MELLAKKA
Punk rock zza miedzy: DIE SCHWARZEN SCHAFE, FIALKY, BEYOND PINK, SISTA SEKUNDEN,
Świeża krew: WE ARE IDOLS, COREBALL, DIRTY TACTICS, RIOT BEFORE, DR LIVINGDEAD, NICE IDIOT, HGW, ON YER BIKE, NON PRESIDENT, THE REACTION
Egzotyka: POSTER ITI z Turcji,
“Chuligani”: U.S. BOMBS, RENO DIVORCE
Dużo gadają winylomaniacy o tym co ich podnieca najbardziej, Brad Warner o „Punku, Zen i Godzili”, oraz wolontariusze Thrillhouse Records o DIY w San Francisco
Kolumny napisali i wymądrzali się: Szymon, Arek Bąk, Uszaty, Tomek, Robert Refuse oraz Bezkoc. Na koniec duuuużo recenzji ale nikomu nie chciało się policzyć ile ich jest. Czytaj dalej »

Niezauważalni, włączyliśmy się do procesji

 

                 Niezauważalni, włączyliśmy się do procesji. Było to ze wszech miar zabawne, nieco niestosowne, niezbyt taktowne, niezbędne, żeby zabić nudę, która kiedyś tam zalała nas tak, jak w Pierwszych Dniach ocean zalał ryby (które, zanim to nastąpiło, miały może nadzieję, że przyjdzie im skakać po drzewach – w końcu nigdzie nie jest ani powiedziane, ani napisane, że Akt Stworzenia miał być przyjemnością dla wszystkich). Innym sposobem zabijania nudy było zastanawianie się nad tym, czy skończyliśmy tak dlatego, że byliśmy wyjątkowo złymi ludźmi, czy też kończą tak wszyscy… Ale nie znamy wszystkich. Nie znamy nikogo poza nami pięcioma… Może wszystkich pakuje się w paczki po pięć sztuk i wyrzuca na wiatr nicości… A może nie. Nas w każdym razie jest pięciu i pewnego dnia, niezauważalni, włączyliśmy się do procesji.
                  Procesja była poważną sprawą, sądząc po minach uczestniczących w niej ludzi i po melodiach pieśni, które śpiewali. Nieśli różne podniosłe malowidła, rzeźby i sztandary. Podnosili je wysoko ponad pochylone nisko głowy, zakryte czarnymi kapturami, aż proszącymi się o pranie i ogólną reperację, jak zresztą całe ich nader surowe odzienia.
                 Właśnie wchodzili do pogrążonego w strachu (bo nadciąga procesja) miasta. Przeszli przez nie tak, jak wcześniej przez kilka innych miast, nieświadomi, że, niezauważalni, włączyliśmy się do procesji. Celem marszu była skalista góra. Była już blisko – tuż za tym miastem zacznie się podejście… Niektórzy z ubranych w czarne i Czytaj dalej »